Hamam, czyli turecka laznia

Hamam, czyli turecka laznia

Obıecanki cacanki, kiedy spelnione…no wiec opisuje tak wiernie jak potrafie:

W dzielnicy İstambulu Bakirkoy laznia,czyli  hamam dostepna jest kobietom tylko raz w tygodniu,we srody. Sama jakos nie mialam odwagina to egzotyczne przezycie,wiec korzystajac z obecnosci polskich przyjaciol na naszym jachcie – zaproponowalam dziewczynom wspolna kapiel w oslawionym przez wielu podroznikow hamamie. No i bylo tak: W odleglym zaulku  jaskrawo niebieska sciana ozdobiona napisem HAMAM. Na drzwiach karteluszek oznajmiajacy, ze kobiety tylko we srode. No to schodzimy w dol po marmurowych schodkach. Wprost do szatni, jeszcze pustawej, bo wczesnie. Ustalenie wysokosci zaplaty zgodnie z etykieta hamamu dokonuje sie przed kapiela. Ostateczna cena za nas trzy wyniosla 45 euro – sauna, kapiel, peeling turecki i masaz  wlıczony w oplate.

Rozebrane,kazda we wlasnej komoreczce za drewnıanym parkanikiem, ALE spowite wprzescieradlo kapielowe udajemy sie do glownego pomieszczenia hamamu.Jest to dosyc niska sala, na oko 50 m  kw., otoczona niszami,w ktorych siedzac na niskim progu mozna sie myc, korzystajac z wlasnej marmurowej mısy umieszczonej pod kranami z zımna igoraca woda. Pelen komfort. Jesli chodzi o wode juz zuzyta  splywa ona sobie do kanaliku ( nie chce pisac rynsztok bo brzydko brzmi) ktory przeplywa wzdluz wszystkich stanowisk kapieli.

Wszystko zbudowane jest z szarego marmuru ipo kilku minutach jest nam dosyc cieplo…Teraz wyobrazciesobıe katafalk marmurowy, mogacy pomiescic ze cztery gole ciala. Stoi toto posrodku salki i robi wrazenie, zwlaszcza, ze leza na nim baby gole jak swiete tureckie, poddane masazowi, a zwlaszcze peelingowi, czyli energıcznemu skrobaniu zmiekczonej temperatura i wilgocia powietrza skory szorstka rekawica z trzciny. W hamamie kapalo sie kilkanascie kobiet, przewaznie starszych, nie liczac jednej sluzacej hinduskiej starowinki, i drugiej, ktora zamknela komplet mieszczacego sie w hamamie tuzına.

Chcac pokazac,ze niczego sie nie boje siadam na marmurowym brzegu katafalku i…podskakuje nieomal, takie to gorace a jednoczesnie polane woda. Mozna sie poslizgac…

Dygresja: Pasazerowıe metra w Petersburgu maja nadprzyrodzana umiejetnosc tkwienia nieruchomo na wyslizganych do polysku lawkach pedzacego, a zwlaszcza hamujacego raptownie metra 

Pomyslalam tesknie o tej umiejetnosci w chwili,kiedy szorujaca mi plecy Nur Jin przesuwala mnie wprawnym ruchem na brzeg zlanej woda marmurowej powierzchni katafalku. A nie bylo sie czego zlapac,  nie bylo. Nur Jin,jedna z laziebnych wzstepowala w desusach tylko i kiedy pochylala sie nad ktoras z nas jej obfity biust dostarczal  kolejnych emocjı klapiac nam po skorze w najmniej oczekiwanej chwili. Ale turecki peeling wynagrodzil wszystko.

Po peelingu patrzylysmy oszolomione na nasze nowe skory! W ktoryms momencie pomyslalam nawet, ze wcale sie nie dziwie, ze Turcy kaza sie swoim babom chowac w ichnie burki. O ile wszystkie korzystaja z hamamu – ich cialo to majatek! Peeling, to jak sie okazalo dopiero polowa kapieli – tureckimasaz, wykonany swietnie prez laziebna, tym razem ubrana w  czarne bikini zawodowca – dopelnil zabiegu. Wychodzac, odswıezone pamietajac o kolejnym zwyczaju poprosilam  wlascicielke hamamu o zawolanie NurJin, ktora byla dla nas najserdeczniejsza.      Zostawilysmy jej skromny napiwek ,ucalowalysmy sie i po tych na wstepie wspomnianych schodkach prawie wyfrunelysmy z hamamu.

 

Sroda w kokpicie

Sroda w kokpicie

Sroda jest dniem najbardziej powszednim „-  wiec zajme sie dzis sprawami Bezpieczenstwa i Higieny w kokpicie. Wiadomo  ogolnie, ze zwykly jachcik ma ograniczona powierzchnie mieszkalna, nie wspominajac o malutkiej kuchni. NIe zawracam Wam glowy jakimis tam kambuzami czy kubrykami, zebyscie, jak my poczuli sie tu jak w domu.

Najbardziej wymagajace jest utrzymanie czystosci, walka z bakteriami odbywa sie na kilku frontach, najwiecej czasu zajmuje kuchnia, a jedyna (po za Fairy oczywiscie) moja bron to wrzatek. No wiec zmywam we wrzatku i plucze wrzatkiem, z nadzieja ze salmonella tego nie wytrzyma. Wrzatku urzywam tez do prania scierek kuchennych tradycyjnie jak moja mama wkladam sciereczki do garnka, zalewam woda z proszkiem i gotuje. Wiekszosc naszych ciuchow jest niegniotaca, wiec nie wygladamy jak bezdomni z Nowego Jorku. A wszystko pachnie morskim wiatrem…pomyslcie!

Wode oszczedzamy, bo na pokladzie miesci sie tylko 100 litrow, wiec pouzywac sobie mozna tylko nak kei zaopatrzonej w dzialajacy ran. Na morzu uzywamy wody z boku,  ktora jest czysta dosyc, no i tez ja gotujemy.

Jak sie domyslacie, wilgoc wszechstronnie nad nami panujaca probuje zadomowic sie na scianach, ale sie nie dajemy!

Woda w tutejszej odlotowej Marinie Atakoy przypomina grochowke, albo japonska zupe miso, zaleznie od kierunku wiatru wpychajacego albo smieci konstantynopolskie, albo meduzy i algi wprost do basenu mariny. Marina nieszczegolnie przypadla nam do gustu, wydaje sie byc miejscem wypoczynku miejscowych |Ojcow Chrzestnych i ich rodzin. Po za usluga podstawowa, jaka jest  prysznic – innych praktycznie nie ma. To znaczy jest wspanialy basen ale tylko dla czlonkow.

Chyba najbardziej daje sie nam we znaki brak zeglarskich zalog, zyjacych na jachtach. W nocy jestesmy sami, odwiedzani czasem przez zdziczalego kota nieokreslonej plci i koloru. I tak jak w greckim porciku mozna pogadac chocby ze strzygacym trawe, brzydkim jak koziol czlowiekiem na etacie – w tej tu marinie najszerzej usmiechaja sie do nas wlasciciele markowych sklepow otaczajacych teren, na przemian z super kawiarniami, ktorych kelnerom tez usmiech z twarzy nie schodzi.

Sroda jednakze  jest jedynym dniem tygodnia, kiedy w pobliskim hamamie moga sie kapac kobiety, ide wiec sprawdzic jak dziala laznia turecka z pomoca slowniczka polsko-tureckiego.

Porzucilismy Grecje

Porzucilismy Grecje

Zimowanie na Krecie skonczylismy 4go marca i zdeterminowani dosyc ciezkim stanem morza dotarlismy pir=erwszego wieczoru na Polnocnowschodni kraniec Krety, do portu Sitia. Stamtad, dopingowani dosyc slaba prognoza meteorologiczna przelecielismy na polnocny brzeg niebywale ponurej wyspy Karpatos. Tak odstreczajace brzegi skal koloru wygaslego wulkanu chyba rzadko sie spotyka.W kazdym razie im mniej sie nam podobalo, tym zywiej plynelismy, aby na samym juz koniuszku wyspy znalezc sie w zacisznej zatoczce, w ktorej dane nam bylo przeczekac kolejny sztormik grecki.Sztormik przytrzymal nas w tych Karpatach dwie ksiezycowe noce. 7go marca urwalismy sie wreszcie i poplynelismy z nadzieja jaknajdluzszego przeplyniecia Polnocnego Morza Egejskiego, znanego nam z budzacych groze morskich opowiesci angielskich zeglarzy pozostawionych w bezpiecznej ostoi zimowiska.

Dopchalismy sie na wyspe Tolos. Jako, ze zima w pelni ~ uslugi portowe nie istnialy, ale BOSWOMAN wyszla nam na powitanie, i co wiecej wciagnela bandere kurtuazyjna na maszt portowy. Z tym patriotycznym widokiem opuscilismy Tolos, liczac, ze dosyc chlodnawy wiaterek dopchnie nas na Kos, kolejna grecka wyspe Morza Egejskiego. Wielbicielkom i wielbicielom geometrii spiesze doniesc, ze na KOsie urodzil sie Pitagoras, a jego pomnik uuzbrojony w ekierki stoi w poludniowym, najwiekszym porcie wyspy. Ku czci slynnego geometry postalismy tam do konca zatoki nizowej, ktora wypelniala sie i znikala prawie tydzien.

Siedemnastego marca pelni wrazen po zwiedzaniu swietnie zachowanych szczatkow swiatyni Hery opuscilismy goscinny Kos i poplynelismy dalej, na polnocny wschod, czyli w strone Turcji.

Po drodze zahaczylismy jeszcze o wyspe Oinoussa, ozdobiona straznikiem morskim, ktory przypominal, ze jest to miejsce zamieszkania najbogatszego z Grekow, posiadajacego flote, przewyzszajaca wszystkie w Europie. I z ta informacja doplynelismy do ostatniego dla nas w tym fragmencie rejsu portu na wyspie LESVOS                (zadne tam lesbijki ino leswijki!!!)

Wypuszczenie lodki z Grecji trwalo kilka godzin, aczkolwiek zaden celnik na poklad sie nie pofatygowal. To samo zreszta w Turcji. W Ayvalik odprawa celna odbyla sie zaocznie, w biurze odleglym o kilometr

No i jestesmy w tej Turcji, wg dziennika jachtowego jest tu – biednie i brzydko.

21 marca powitanie wiosny odbylo sie w porcie Assos, uswiecone wyczynowym marszem (pod gorke) na tereny wykopalisk dawnego greckiego miasta. Z miasta pozostaly juz tylko bizantyjskie fragmenty cmentarza i kilka kolumn na wzgorzu. Widac je bylo jeszcze daleko, kiedy odplywalismy na wyspe Bozkada, ostatni port przed ciesnina dardanelska. Nie macie pojecia, Ptaszynki i Ptaszkowie jak wypatrywalismy widocznego (podobno) na brzegu grobu Achillesa  w poblizu Troi…

Kazdy wzgorek wydawal sie odpowiedni, ale jak sie przekonalismy zwiedzajac rzeczywista Troje 25go marca kopce grobowe mogly byc usypane wszedzie…

Archeologiczne muzeum Troi utrzymane jest w swietnym stanie. Eksponowane jest 8 roznych poziomow historycznych. Najwieksze wrazenie wywolall marrmurowa sztolnia, umozliwiajaca transport ciezkich towarow na poziom palacow.

DELFINY!!!!!!

Delfiny, pierwsze tego roku poprawiaja humor najbardziej grymasnym zeglarzom. SA JAK CIEMNE PTAKI, FRUWAJACE W MORZU. Az dziw, ze nie spiewaja.

Po Troi, syci wrazen postanowilismy jak najpredzej dostac sie do Istanbulu, wiedzac, ze przylatuja tam niezwykle punktualni finscy przyjaciele. Doplynelismy tam z Sivliri, przyjaznego porciku rybackiego przepelnionego tak, ze jedynym dla nas miejscem byla serdeczna burta plywajacej restauracji.

Od kilku tygodni wiec stoimy w Istanbule, o ktorym wiecej niebawem…

Dalej nieustraszone Rudzinskie zapraszaja do Turcji

Dalej nieustraszone Rudzinskie zapraszaja do Turcji

Drogie Ptaszyny, ja pisze do Was z tureckiego Konstantynopola, czyli Istanbulu,

Jest koniec kwietnia 2012 i ostatnie dni Festiwalu Tulipanowego. Drodzy, to co taki Turek z gminy  jest w stanie zrobic sadzac tulipany – jest nie do opisania. Kilometrami ciagna sie rabatki, i to nie byle jakie, ale zaplanowane wedlug tradycyjnych tureckich wywijasow…jadac autobusem na Stare Miasto (dlugosc Starego Miasta wynosi 8 km) mozna po prostu trwac w tulipanowym oszolomieniu. Inne oszolomienia oferowane sa w kawiarniach z fajkami wodnymi… niestety nie wiem co to jest, w kazdym razie bulgocze, a turysci maja blogi wyraz swoich turystcznych twarzy.

Miasto Istabul, czyli zaprzepaszczony przez Turkow Konstantynopol, jest ogromne. zyje tu ponad 12 000 000 turkow, ktorzy dodaja, ze oprocz nich mieszka tu kilka milionow Grekow. Wcale sie nie dziwie, tu jest mozliwe wszystko. W kazdym razie w odroznieniu od Grekow, ktorych cecha naodowa jest przepiekny smiech, taki dzwieczny i klaskajacy jakby to slowik chichotal… Turcy, znaczy mezczyzni tureccy PODSPIEWYWUJA sobie tez  dzwiecznie. Prawie wszedzie mozna takiego Turka uslyszec.

Niestety oni  wyburzyli nieomal wszystko, co zostalo po swietnosci Konstantynopola i w miejskich muzeach mozna obejrzec resztki marmurowych rzezb, pozostalosci po czasach Rzymian, ktorzy jak pamietacie przeniesli stolice TU wlasnie.

Nietore, najmniej zuchwale wygladajac fragmenty rzymskich budowli  leza jako ogromne bloki marmuru wzdluz jednej z glownych ulic DIVAN Yolu i nawet koty na nich nie leza.

Jesli myslicie, ze tego rodzaju informacje Was interesuja, bede do Was pisac…z nadzieja (jak kazdy grafoman) ze ktos to czyta.

Nastepnym razem relacje z podstawowych obiektow turystycznych Konstantynopola.