Archiwum kategorii: Amazing Rejs

Amazing Rejs Kapitana Huberta Rudzińskiego i jego Kryśki – nieustraszonych członków PTOK-a !

Hamam, czyli turecka laznia

Hamam, czyli turecka laznia

Obıecanki cacanki, kiedy spelnione…no wiec opisuje tak wiernie jak potrafie:

W dzielnicy İstambulu Bakirkoy laznia,czyli  hamam dostepna jest kobietom tylko raz w tygodniu,we srody. Sama jakos nie mialam odwagina to egzotyczne przezycie,wiec korzystajac z obecnosci polskich przyjaciol na naszym jachcie – zaproponowalam dziewczynom wspolna kapiel w oslawionym przez wielu podroznikow hamamie. No i bylo tak: W odleglym zaulku  jaskrawo niebieska sciana ozdobiona napisem HAMAM. Na drzwiach karteluszek oznajmiajacy, ze kobiety tylko we srode. No to schodzimy w dol po marmurowych schodkach. Wprost do szatni, jeszcze pustawej, bo wczesnie. Ustalenie wysokosci zaplaty zgodnie z etykieta hamamu dokonuje sie przed kapiela. Ostateczna cena za nas trzy wyniosla 45 euro – sauna, kapiel, peeling turecki i masaz  wlıczony w oplate.

Rozebrane,kazda we wlasnej komoreczce za drewnıanym parkanikiem, ALE spowite wprzescieradlo kapielowe udajemy sie do glownego pomieszczenia hamamu.Jest to dosyc niska sala, na oko 50 m  kw., otoczona niszami,w ktorych siedzac na niskim progu mozna sie myc, korzystajac z wlasnej marmurowej mısy umieszczonej pod kranami z zımna igoraca woda. Pelen komfort. Jesli chodzi o wode juz zuzyta  splywa ona sobie do kanaliku ( nie chce pisac rynsztok bo brzydko brzmi) ktory przeplywa wzdluz wszystkich stanowisk kapieli.

Wszystko zbudowane jest z szarego marmuru ipo kilku minutach jest nam dosyc cieplo…Teraz wyobrazciesobıe katafalk marmurowy, mogacy pomiescic ze cztery gole ciala. Stoi toto posrodku salki i robi wrazenie, zwlaszcza, ze leza na nim baby gole jak swiete tureckie, poddane masazowi, a zwlaszcze peelingowi, czyli energıcznemu skrobaniu zmiekczonej temperatura i wilgocia powietrza skory szorstka rekawica z trzciny. W hamamie kapalo sie kilkanascie kobiet, przewaznie starszych, nie liczac jednej sluzacej hinduskiej starowinki, i drugiej, ktora zamknela komplet mieszczacego sie w hamamie tuzına.

Chcac pokazac,ze niczego sie nie boje siadam na marmurowym brzegu katafalku i…podskakuje nieomal, takie to gorace a jednoczesnie polane woda. Mozna sie poslizgac…

Dygresja: Pasazerowıe metra w Petersburgu maja nadprzyrodzana umiejetnosc tkwienia nieruchomo na wyslizganych do polysku lawkach pedzacego, a zwlaszcza hamujacego raptownie metra 

Pomyslalam tesknie o tej umiejetnosci w chwili,kiedy szorujaca mi plecy Nur Jin przesuwala mnie wprawnym ruchem na brzeg zlanej woda marmurowej powierzchni katafalku. A nie bylo sie czego zlapac,  nie bylo. Nur Jin,jedna z laziebnych wzstepowala w desusach tylko i kiedy pochylala sie nad ktoras z nas jej obfity biust dostarczal  kolejnych emocjı klapiac nam po skorze w najmniej oczekiwanej chwili. Ale turecki peeling wynagrodzil wszystko.

Po peelingu patrzylysmy oszolomione na nasze nowe skory! W ktoryms momencie pomyslalam nawet, ze wcale sie nie dziwie, ze Turcy kaza sie swoim babom chowac w ichnie burki. O ile wszystkie korzystaja z hamamu – ich cialo to majatek! Peeling, to jak sie okazalo dopiero polowa kapieli – tureckimasaz, wykonany swietnie prez laziebna, tym razem ubrana w  czarne bikini zawodowca – dopelnil zabiegu. Wychodzac, odswıezone pamietajac o kolejnym zwyczaju poprosilam  wlascicielke hamamu o zawolanie NurJin, ktora byla dla nas najserdeczniejsza.      Zostawilysmy jej skromny napiwek ,ucalowalysmy sie i po tych na wstepie wspomnianych schodkach prawie wyfrunelysmy z hamamu.

 

Sroda w kokpicie

Sroda w kokpicie

Sroda jest dniem najbardziej powszednim „-  wiec zajme sie dzis sprawami Bezpieczenstwa i Higieny w kokpicie. Wiadomo  ogolnie, ze zwykly jachcik ma ograniczona powierzchnie mieszkalna, nie wspominajac o malutkiej kuchni. NIe zawracam Wam glowy jakimis tam kambuzami czy kubrykami, zebyscie, jak my poczuli sie tu jak w domu.

Najbardziej wymagajace jest utrzymanie czystosci, walka z bakteriami odbywa sie na kilku frontach, najwiecej czasu zajmuje kuchnia, a jedyna (po za Fairy oczywiscie) moja bron to wrzatek. No wiec zmywam we wrzatku i plucze wrzatkiem, z nadzieja ze salmonella tego nie wytrzyma. Wrzatku urzywam tez do prania scierek kuchennych tradycyjnie jak moja mama wkladam sciereczki do garnka, zalewam woda z proszkiem i gotuje. Wiekszosc naszych ciuchow jest niegniotaca, wiec nie wygladamy jak bezdomni z Nowego Jorku. A wszystko pachnie morskim wiatrem…pomyslcie!

Wode oszczedzamy, bo na pokladzie miesci sie tylko 100 litrow, wiec pouzywac sobie mozna tylko nak kei zaopatrzonej w dzialajacy ran. Na morzu uzywamy wody z boku,  ktora jest czysta dosyc, no i tez ja gotujemy.

Jak sie domyslacie, wilgoc wszechstronnie nad nami panujaca probuje zadomowic sie na scianach, ale sie nie dajemy!

Woda w tutejszej odlotowej Marinie Atakoy przypomina grochowke, albo japonska zupe miso, zaleznie od kierunku wiatru wpychajacego albo smieci konstantynopolskie, albo meduzy i algi wprost do basenu mariny. Marina nieszczegolnie przypadla nam do gustu, wydaje sie byc miejscem wypoczynku miejscowych |Ojcow Chrzestnych i ich rodzin. Po za usluga podstawowa, jaka jest  prysznic – innych praktycznie nie ma. To znaczy jest wspanialy basen ale tylko dla czlonkow.

Chyba najbardziej daje sie nam we znaki brak zeglarskich zalog, zyjacych na jachtach. W nocy jestesmy sami, odwiedzani czasem przez zdziczalego kota nieokreslonej plci i koloru. I tak jak w greckim porciku mozna pogadac chocby ze strzygacym trawe, brzydkim jak koziol czlowiekiem na etacie – w tej tu marinie najszerzej usmiechaja sie do nas wlasciciele markowych sklepow otaczajacych teren, na przemian z super kawiarniami, ktorych kelnerom tez usmiech z twarzy nie schodzi.

Sroda jednakze  jest jedynym dniem tygodnia, kiedy w pobliskim hamamie moga sie kapac kobiety, ide wiec sprawdzic jak dziala laznia turecka z pomoca slowniczka polsko-tureckiego.

Porzucilismy Grecje

Porzucilismy Grecje

Zimowanie na Krecie skonczylismy 4go marca i zdeterminowani dosyc ciezkim stanem morza dotarlismy pir=erwszego wieczoru na Polnocnowschodni kraniec Krety, do portu Sitia. Stamtad, dopingowani dosyc slaba prognoza meteorologiczna przelecielismy na polnocny brzeg niebywale ponurej wyspy Karpatos. Tak odstreczajace brzegi skal koloru wygaslego wulkanu chyba rzadko sie spotyka.W kazdym razie im mniej sie nam podobalo, tym zywiej plynelismy, aby na samym juz koniuszku wyspy znalezc sie w zacisznej zatoczce, w ktorej dane nam bylo przeczekac kolejny sztormik grecki.Sztormik przytrzymal nas w tych Karpatach dwie ksiezycowe noce. 7go marca urwalismy sie wreszcie i poplynelismy z nadzieja jaknajdluzszego przeplyniecia Polnocnego Morza Egejskiego, znanego nam z budzacych groze morskich opowiesci angielskich zeglarzy pozostawionych w bezpiecznej ostoi zimowiska.

Dopchalismy sie na wyspe Tolos. Jako, ze zima w pelni ~ uslugi portowe nie istnialy, ale BOSWOMAN wyszla nam na powitanie, i co wiecej wciagnela bandere kurtuazyjna na maszt portowy. Z tym patriotycznym widokiem opuscilismy Tolos, liczac, ze dosyc chlodnawy wiaterek dopchnie nas na Kos, kolejna grecka wyspe Morza Egejskiego. Wielbicielkom i wielbicielom geometrii spiesze doniesc, ze na KOsie urodzil sie Pitagoras, a jego pomnik uuzbrojony w ekierki stoi w poludniowym, najwiekszym porcie wyspy. Ku czci slynnego geometry postalismy tam do konca zatoki nizowej, ktora wypelniala sie i znikala prawie tydzien.

Siedemnastego marca pelni wrazen po zwiedzaniu swietnie zachowanych szczatkow swiatyni Hery opuscilismy goscinny Kos i poplynelismy dalej, na polnocny wschod, czyli w strone Turcji.

Po drodze zahaczylismy jeszcze o wyspe Oinoussa, ozdobiona straznikiem morskim, ktory przypominal, ze jest to miejsce zamieszkania najbogatszego z Grekow, posiadajacego flote, przewyzszajaca wszystkie w Europie. I z ta informacja doplynelismy do ostatniego dla nas w tym fragmencie rejsu portu na wyspie LESVOS                (zadne tam lesbijki ino leswijki!!!)

Wypuszczenie lodki z Grecji trwalo kilka godzin, aczkolwiek zaden celnik na poklad sie nie pofatygowal. To samo zreszta w Turcji. W Ayvalik odprawa celna odbyla sie zaocznie, w biurze odleglym o kilometr

No i jestesmy w tej Turcji, wg dziennika jachtowego jest tu – biednie i brzydko.

21 marca powitanie wiosny odbylo sie w porcie Assos, uswiecone wyczynowym marszem (pod gorke) na tereny wykopalisk dawnego greckiego miasta. Z miasta pozostaly juz tylko bizantyjskie fragmenty cmentarza i kilka kolumn na wzgorzu. Widac je bylo jeszcze daleko, kiedy odplywalismy na wyspe Bozkada, ostatni port przed ciesnina dardanelska. Nie macie pojecia, Ptaszynki i Ptaszkowie jak wypatrywalismy widocznego (podobno) na brzegu grobu Achillesa  w poblizu Troi…

Kazdy wzgorek wydawal sie odpowiedni, ale jak sie przekonalismy zwiedzajac rzeczywista Troje 25go marca kopce grobowe mogly byc usypane wszedzie…

Archeologiczne muzeum Troi utrzymane jest w swietnym stanie. Eksponowane jest 8 roznych poziomow historycznych. Najwieksze wrazenie wywolall marrmurowa sztolnia, umozliwiajaca transport ciezkich towarow na poziom palacow.

DELFINY!!!!!!

Delfiny, pierwsze tego roku poprawiaja humor najbardziej grymasnym zeglarzom. SA JAK CIEMNE PTAKI, FRUWAJACE W MORZU. Az dziw, ze nie spiewaja.

Po Troi, syci wrazen postanowilismy jak najpredzej dostac sie do Istanbulu, wiedzac, ze przylatuja tam niezwykle punktualni finscy przyjaciele. Doplynelismy tam z Sivliri, przyjaznego porciku rybackiego przepelnionego tak, ze jedynym dla nas miejscem byla serdeczna burta plywajacej restauracji.

Od kilku tygodni wiec stoimy w Istanbule, o ktorym wiecej niebawem…

Dalej nieustraszone Rudzinskie zapraszaja do Turcji

Dalej nieustraszone Rudzinskie zapraszaja do Turcji

Drogie Ptaszyny, ja pisze do Was z tureckiego Konstantynopola, czyli Istanbulu,

Jest koniec kwietnia 2012 i ostatnie dni Festiwalu Tulipanowego. Drodzy, to co taki Turek z gminy  jest w stanie zrobic sadzac tulipany – jest nie do opisania. Kilometrami ciagna sie rabatki, i to nie byle jakie, ale zaplanowane wedlug tradycyjnych tureckich wywijasow…jadac autobusem na Stare Miasto (dlugosc Starego Miasta wynosi 8 km) mozna po prostu trwac w tulipanowym oszolomieniu. Inne oszolomienia oferowane sa w kawiarniach z fajkami wodnymi… niestety nie wiem co to jest, w kazdym razie bulgocze, a turysci maja blogi wyraz swoich turystcznych twarzy.

Miasto Istabul, czyli zaprzepaszczony przez Turkow Konstantynopol, jest ogromne. zyje tu ponad 12 000 000 turkow, ktorzy dodaja, ze oprocz nich mieszka tu kilka milionow Grekow. Wcale sie nie dziwie, tu jest mozliwe wszystko. W kazdym razie w odroznieniu od Grekow, ktorych cecha naodowa jest przepiekny smiech, taki dzwieczny i klaskajacy jakby to slowik chichotal… Turcy, znaczy mezczyzni tureccy PODSPIEWYWUJA sobie tez  dzwiecznie. Prawie wszedzie mozna takiego Turka uslyszec.

Niestety oni  wyburzyli nieomal wszystko, co zostalo po swietnosci Konstantynopola i w miejskich muzeach mozna obejrzec resztki marmurowych rzezb, pozostalosci po czasach Rzymian, ktorzy jak pamietacie przeniesli stolice TU wlasnie.

Nietore, najmniej zuchwale wygladajac fragmenty rzymskich budowli  leza jako ogromne bloki marmuru wzdluz jednej z glownych ulic DIVAN Yolu i nawet koty na nich nie leza.

Jesli myslicie, ze tego rodzaju informacje Was interesuja, bede do Was pisac…z nadzieja (jak kazdy grafoman) ze ktos to czyta.

Nastepnym razem relacje z podstawowych obiektow turystycznych Konstantynopola.

 

 

Marmolada-wędrowniczka

Marmolada-wędrowniczka

Przepis na śródziemnomorską marmoladę wędrowniczkę:

  1. Dostajemy 2 kilo cytryn od Holendra we Włoszech.
  2. Wędrujemy z nimi do Grecji.
  3. Sprzątamy kubryk i tym sposobem mamy dcm sześcienny cukru pudru.
  4. Podejmuje się decyzje i na trasie Wyspa św. Mikołaja – Lefkada kroimy wszystko i zalewamy syropem z tego pudru z kieliszkiem wody.
  5. Na malutkim gaziku my płyniemy a marmoladka dojrzewa z dodanymi 3 pomarańczami (ze skorkami)…
  6. Robimy fotkę.

Rocella Jonica

Rocella Jonica

No to oko, u nas spoko –
cumujemy (za darmo zresztą )
pod włoską buta podeszwą!
W porcie Rocella Jonica. Podobno miejsce postoju Odyseusza.
Jest to pierwszy w naszym rejsie port, w którym stoi się za darmo! Można tez używać rowerów portowych i jezdzić nimi w ramach sportu ekstremalnego – do sklepu spożywczego. Ludzie są bardzo mili, wszyscy witają się po imieniu. Mnie tez tak witają…
Mamy prognozę deszczu na nast. kilka dni. Wygląda więc na to, że Wielkanoc spędzimy w kraju katolickim. Ciekawe, jakie tu są tradycje?
W każdym razie, palmy na jutro sporządzane są z prawdziwych liści palmowych, młodych…

Rzymskich widoków – ciag dalszy…

Rzymskich widoków – ciag dalszy…

Zdjęcia autorstwa Jane Spiers – żeglarki z Anglii

Poseidonia

Poseidonia

Ptaszki – okazało się, że starożytni Grecy tu palce „maczali” 2500 lat temu.
Zwiedziliśmy najlepiej zachowane miasto greckie Poseidonia, ze świątyniami Neptuna, Hery i Ateny. Wielkość tego miasta budzi szacunek mieszkańca Espoo., znającego Pałac Kultury (hi, hi!) – Krysiałek – Opałek.
Znaczy pozdrowienia z Akropolu i Paestrum (więcej na google.it ).

Neapol

Neapol

Korzystając z usług TrenITALIA pojechaliśmy do Neapolu. Żeby nam się w głowach nie poprzewracało poszliśmy odpracować tę przyjemność w Muzeum Archeologicznym.
Odrabialiśmy braki cywilizacyjne 5 godzin. Malarstwo ścienne Pompei po prostu jest piękne. Kolekcja Farnezi to m.in. posągi rzymskie, wykopane na ich terenie w okresie Renesansu! W Muzeum są też nadzwyczajne mozaiki rzymskie. Ale okolice w pobliżu torów kolejowych trasy Salerno – Neapol psują efekt i gaszą euforię.

Rzym w zimie, zima w Rzymie…

Rzym w zimie, zima w Rzymie…

Kochani,
spełniliśmy powinność i obejrzeliśmy malarstwo ścienne i sufitowe Michała Anioła Buonarottiego w Kaplicy Sykstyńskiej czyli części Muzeum Watykanu.

Było to w ostatnią niedzielę lutego, bo wtedy się oszczędza 30 euro za wstęp. Jak się domyślacie kolejka była długa. Miała szerokość 10 osob i poruszała się w tempie 8 metrów na 15 sekund. Zanim doszliśmy do wejścia, upłynęły 2 godziny. Pytanie: Ile osób było przed nami w kolejce? I jak daleko od bramy staliśmy?

No a teraz głowy do góry i patrzymy na ten słynny sufit. Bardzo jest on wysoko. Wzdłuż ścian u góry są małe okienka – jedyne źródła światła i ………NIC nie widać! Wnętrze bardzo przypominało mi salę gimnastyczną w szkole 182 na Bema, w Warszawie. Na podwyższeniu jest 4 strażników, którzy wrzeszczą: SILENCE! SILENCE! Jak już się zrobiło cicho, bo ten tysiąc osób wreszcie przestał gadać, to rozległo się z megafonów, we wszystkich językach (papieska tradycja), że nie wolno fotografować, ani rozmawiać. Powtarzam, tych postaci na suficie NIE WIDAĆ! Malowidło Sądu Ostatecznego tak jakby dość słabo wyglądało, wiec kochani, bardzo rozczarowani stamtąd wyszliśmy… do sal Biblioteki Watykańskiej – a tam było przepięknie.

Jutro więcej kulturalnej pocztówki.

Muzeum cywilizacji Rzymu

Muzeum cywilizacji Rzymu

Zwiedziliśmy kolejnego kolosa muzealnego w EUR, tym razem Muzeum cywilizacji Rzymu, wypełnione setkami eksponatów, umieszczonych w halach zamierzonej ale niedoszłej do skutku Wystawy światowej 1940, planowanej przez Słodkiego Mussoliniego.
Sale muzeum maja około 20 m wysokości, podłogi marmurowe… personel siedzi w futrach i papachach prawie, nie oddalając się od elektrycznych grzejników.

Eur

Eur

Pojechaliśmy do pobliskiego EUR. Polecam googlowa wycieczkę tam. Jest to kompleks urbanistyczny planowany przez faszystów jako nowy świat dla nowych obywateli. Może to tymi budowlami zafascynował Hitlera? Gmaszyska są nie do opisania przytłaczające.

Forum Trajana

Forum Trajana

Pogoda jest wspaniała. Miejscowi żeglują w strojach narciarsko – wspinaczkowych (na Himalaje) a my sobie siedzimy i słuchamy kosów… albo mew… tez już przyleciały.
Poszliśmy dziś zwiedzić Forum Trajana. Az trudno uwierzyć w wiek tych miejsc. Przy Forum (miejsce zgromadzeń) znajdował się 6-cio kondygnacyjny dom handlowy z magazynami i sklepami.

Świetlica osiedlowa

Świetlica osiedlowa

Kapitan wyjechał na Targi Turystyczne Matka 2011 do Finlandii.

Mam książki z biblioteki miejskiej i kasety z miniserialem BBC „At home with Britewaits” oglądałam to kiedyś w domu…teraz tez jednym ciągiem prawie. Kajuta zamienia się w świetlicę osiedlowa. Książek przybywa, także sąsiedzi przynoszą…Brakuje tylko pianina z akordeonem.

Sylwestrowa balanga

Sylwestrowa balanga

Dziś poznaliśmy rodzinę Anglików, którzy tu także zimują. Zaprosili nas na drinka po tym, jak zostawiłam w Klubie zaproszenie dla wszystkich cudzoziemskich „portowców”.
Na drinka przyszła tez para z Kanady. Planowali dwuletni rejs, pływają piaty rok.
Kapitan kończy 70 za kilka tygodni.

Dowiedzieliśmy się ze Sylwestrowa balanga odbywa się na placu nad morzem blisko dosyć.
O 22 00 wymaszerowaliśmy z butelka szampana w kierunku muzyczki.
Był program rozrywkowy, stand up i wszyscy się chichotali.
No, ale wszyscy tez czekali na koniec. Poleciałam w międzyczasie do kawiarenki „umyć ręce”, ze tak powiem. Babinka klozetowa siedziała jakaś zmarnowana, wiec coś tam do niej zagadałam i dałam kupę monet.

Po pół godzinie wreszcie się zrobiło CapodiAnno2011 i wszyscy zaczęli popijać swoje wystygłe szampany. I w tym momencie ta babinka, chuda, czarna, malutka z długim nosem wyszła z tej kawiarni z dwoma kieliszkami szampana i podeszła do nas, znaczy do mnie!!! Jestem jeszcze dalej tym poruszona.

Wigilia

Wigilia

Pamiętacie Panią Krysię, przewodniczkę z katakumb św. Kaliksta? Otóż Pani Krysia z mężem zaprosili nas na kolację wigilijną w domu jej szwagra Filomena , mieszkającego z Mamusią.
Przygotowani na imprezę rodzinną z „Ojca Chrzestnego”- ubraliśmy się z krawatem i w ogóle, aby zadośćuczynić włoskiej tradycji w katolickiej rodzinie…
Była szyneczka
Był salcesonik
Były ośmiornice.
Choinki nie było
Było zwierze mówiące do północy.
Psinka 40 kg
życzeń nie było
Rybek nie było
wódeczki nie było
Ale serdeczni gospodarze dowieźli nas do portu.

Grappa

Grappa

Specyfika Rzymu to m.in. petardy i rzymskie świece na codzień
Dziś byliśmy tylko na przystankach autobusowych, beznadziejnie licząc na
transport do Centro Commerciale. No i zrezygnowani wróciliśmy po 5
godzinach do portu z dodatkowa butelka grappy.
Włosi skrytykowali fińską kuchnie, ALE pocztowych usług to by się od Finów długo uczyli. Zakup znaczka trwa 40 minut, za to wiemy ze pracownicy naszej poczty to Guido, Sonia i Simone.

Boże Narodzenie

Rzymskie fotki-plotki…

Rzymskie fotki-plotki…

Posyłam troszkę fotek, koty to z dzisiejszego spaceru po zachodnich dzielnicach Rzymu, czyli w okolicach Piramidy, czyli grobowca, podobno samego Romulusa, ale nie jest to całkowicie pewne…
No potem przeszliśmy Via Appia, która nie ma chodników i jest tylko droga jezdna szaleńczo jeżdżących Włochów… Na deser zostały nam katakumby św. Kaliksta, po których oprowadziła nas bardzo mila pani.”

Krysia z Rzymu.
Idę spać, nogi mam w łopatkach*

Rzym

Rzym

Mamy w nogach Colosseum, Mauzoleum V.Emanuela, Circus Maximus, Corso i fontannę Trevi. Rzym to jest inna planeta. Rewelacja.
Możemy tylko polecać!

PS. Fontannę oblegała niestety turystyczna tłuszcza. cdn.
PS2. No i po tym wstępnym rozeznaniu już wiemy, ze 2 miesiące to minimum… ściski od Kriski.

La Spezia

La Spezia

Ptoszki czytające te wywody; z jednym postojem przelecieliśmy
do La Spezia ok. 80 Mm po ‘chopped sea’ – proszę sprawdzić,
co to jest po angielsku…
Dzięki polskiemu rosołowi mamy sile planować leg (etap) do Carrary
(kilka godzin), oglądać marmury Michelangela.
Kasiu, czy wystarczy, ze doślę fotki za jakiś czas? Znalezienie
działającego internetu w Italii to zadanie godne prawdziwego konkursu
‘Amazing Race’. W dodatku monitor kamery padł i strzelam zdjęcia na ślepo.
KryPAPARAZZI

Rosół

Rosół

Kasia, morski przepis na rosół :
mięso wołowe 200g i kawałek kury wkładamy do 2 l wody,
gdzie już są 2 marchewki, por i liść selera. Inne dodatki wg gustu.
Zagotowujemy i gotujemy 30 min.
Teraz zdejmujemy z ognia, przykrywamy kocem i za 2 godz.
mamy rosół, który sam do siebie doszedł.

Tulon

Tulon

Paaani kochana… ale nas kołysze co noc… jak dzieci wściekłej matki
w wózku bez resorów. W każdym razie siedzimy w Tulonie i czekamy
na zmianę kierunku wiatru. Okazało się, jak pisałam, że delfiny to prawda
a nie chwyt reklamowy Näsineula w Tampere. Posyłam cudem jakimś
(czyli ręką Kapitana) uchwyconego delfina.

Jest nieco chłodniej ale słońce świeci, na szczęście już nie praży.
Okazuje się, że w Tulonie jest codzienny targ prowansalski. Idziemy
tam cieszyć oczy. I się targować. Całuski w zimne noski.
Kasiulku, wszystkie fotki są z Morza Śródziemnego już.
Calanki to takie fiordziki, bardzo znane z reklam tych okolic, ale
naprawdę jest ich tylko 7

Wyspa Embiez to wyspa z typowym portem żeglarskim.

Festiwal

Festiwal

Aby imprezę zamienić w festiwal należy zaprosić jakiegoś Łotysza.
W naszym przypadku impreza odbyła się w piątek, zaprosiliśmy także
sąsiadów Francuzów, no i cudem spotkanego Albertasa. Następnego dnia
Albertas zjawił się w zejściówce o 12.00 w południe i zaczął się festiwal…
Do godz.20.00 obejrzeliśmy około 1500 fotografii ‘z życia na MS’ -
wykonanych przez Naszego Gościa.
Nawigator w komplecie. Jutro AVANTI! – jeśli Neptun pozwoli…
Kierunek:Marsylia i Wyspy les Embies. Tam się umówiliśmy z Francuzami
„od dziecka na maszcie.

Napoleon

Napoleon

Siedzimy sobie na sześciu cumach w porcie Napoleon, i zastanawiamy się
kiedy TEN sztorm się skończy? Czy za tydzień, czy za dwa miesiące?
Wiatr jest taki, że wstawaliśmy w nocy (załoga) przyczepiać fruwające po
pokładzie wiadro i inne tam. Na razie sztorm nam nie groźny, czekamy na
dostawę rożnych zamówień z Internetu i na elektroniczny kawałek do
Nawigatora, który ma nas po tym cud-morzu oprowadzać.

Dziś będziemy konsumować mule po raz czwarty. Po marynarsku:

Kilogram świeżych muli (sinisimpukat) kładziemy blisko siebie.
W rondlu roztapiamy masełko, 200g, cebulki 4 posiekane w to masełko
wrzucamy i dodajemy 2-3 zęby czosnku oraz szklaneczkę (malutka!!!!)
białego winka plus jeśli posiadamy jakiś bulionik rybny (3 szklaneczki).
No i jak to się już ładnie zmiesza to wrzucamy, w gorące (niestety)
te mule CHLUP! Wszystkie razem solidarnie. No i wyciągamy jak tylko
się która otworzy… Do wywaru dodajemy śmietanki płynnej i….
maczanka gotowa.

Acha z przepisów francuskich, do ciasta na zwykłą babkę dodajemy
twarożek, ćwierć kilo mąki , puszka twarożku, 4-5 jajek,
co tam jeszcze… jakieś mleko może?
No i ten twarożek pracuje jak drożdże… smacznego! Krysiasia

MULE (i) RÓŻ … Mule były własnoręcznie zebrane i pyszne… aż mi wstyd…
więc się nie podpiszę…

Port Napoleon

Port Napoleon

Cumowanie w Avignonie było fajne, uprzejmie było no i Internet w
pralni miejskiej, ewenement. Teraz po wylądowaniu w Port Napoleon,
gdzie przysłali nasz maszt i żagielki – zbieramy się do części morskiej
naszego rejsiku. Na razie uczymy się przygotowywać czarne muszle,
czyli popularne mule. Dziś TRZECIA próba wreszcie się powiodła.
Wczoraj zrobiliśmy te mule z taka ilością wińska, że się z tego zrobiło
GLÖGI, i padliśmy w koje jak w jakieś pikkujoulu, kurcze…
Pozdrowionka od Kryśki i Małżonka.

Port Saint Louis du Rhone (Provence)

Port Saint Louis du Rhone (Provence)

Kasia kochana, wreszcie dopadliśmy jakiegoś Interneta, ale GDZIE
ten Amazing Rejs??? za nic nie umiem znaleźć, chociaż grzebię w Ptoku
jak weterynarz kogucie. To mi odpisz. Mamy ten Internet jeszcze przez
6 dni. Teraz siedzimy uszczęśliwieni wreszcie udanym przepisem na MULE,
i opici jak bąki. Otóż MULI się nie moczy w NICZYM!!! Świeże wrzuca się
do pól litra białego wina, w którym pływa posiekana cebulka i troszeńkę
czosnku i pieprz. W ŻYCIU nie solimy! No i jak się zaczynają bidulki otwierać,
to je wyjmujemy w kolejności otwierania się – (tak robi moja żona, przysięgał
trzeci celnik wczoraj). Do rosołku można dodać śmietanki i wyssać sosik
przez bagietkę… Przedwczoraj zrobiliśmy trochę inaczej i urąbaliśmy się
jak drwale.

Teraz jesteśmy nareszcie w tym porcie, do którego Niemcy przysłali nasz
maszt i żagle. Port Saint Louis du Rhone, w odróżnieniu od założonego niegdyś
przez francuzów Portu St Louis Missisipi.
Całujemy Cię i czekamy na więcej. Pa. Krysia

PS: Po tych ponad 300 śluzach nasze obijacze przypominają mumie egipskie,
umycie jednego do stanu normalnego bladego wampira trwa 2 godziny…
Idę myć…

Lyon

Lyon

Miasta Francji żyją własnym rytmem. W poniedziałki WSZYSTKO
jest zamknięte do 14.30. Tylko warzywa są. Dziś Lyon.
Ponad 200 śluz za nami. Wczoraj +40. Pozdrawiamy.

Teraz, po zwiedzeniu zaskakująco ciekawego Lyonu siedzimy w
porciku, a naokoło na wzgórzach palą się światła dalekich domków.
Takie widoki ZAWSZE kojarzą mi się z wakacjami.
Oczywiście, nie wszystkie śluzy takie urocze, ale ten ewenement
musiałam Ci posłać, A CO MAM SAMA przeżywać???

Wypływamy z krainy win mozelskich, radio Luxemburg za 12 godzin…

Wypływamy z krainy win mozelskich, radio Luxemburg za 12 godzin…

Kochani posyłam Wam fotkę, żebyście zobaczyli co takiego jeszcze saksalainen wymyślił… otóż to jest zdjęcie Centralnego Kanału, który sobie przepływa, jak widać NAD rzeka… mnie na takie cuda słów brak.
Kryśka i Hubert Rudziński Von Opływoświaty.

Siedzimy w bardzo rzadkim miejscu

Siedzimy w bardzo rzadkim miejscu

Siedzimy w bardzo rzadkim miejscu, jest to pierwszy porcik od 240 km czyli około 10 dni, gdzie WRESZCIE jest połączenie ze światem.

Kochane Ptaszynki dziewczynki i Ptakowie kolegowie!!!

Wyruszyliśmy 17 czerwca, i o mało się nie skończyło nagłym zejściem Kryśki na astmę, ale dzielny lekarz w Estonii atak zatrzymał w 12 godzinie ( co to Finowie mówią o yhdestoista tunti??? )
No i z Estonii popłynęliśmy sobie najpierw na ŁOTWĘ żeby pofotografować pamiątkowe miejsce ratowania pewnej psinki, a stamtąd szur, czyli chlup do Gdańska, gdzie czekaliśmy na naszych pierwszych gastow oraz części tekstylnego wyposażenia naszej Balangi.
Gastowie wytrzymali z nami 10 dni, wyposażyli nas w leki na dwa lata i popłynęliśmy do Świnoujścia. A potem do byłego DEDEERU, gdzie jest dosyć ponuro. Ale INTERNET ZA TO DZIAŁA.
W Lubece wyrwali nam maszt i Hubert przepięknie go zapakował wraz z bomem i żaglami, a my jak te ofiary kanalizacji…. chlup w kanały. Kanały to miejsca szczególne, poznaliśmy kilka dziwnych postaci m.in. Bernd Fromman, kierowca drowski z JyväskylänSuurajot.
Jako doświadczone już kanalie nabieraliśmy także wprawy do życia w śluzie.
Życie w śluzie ma to do siebie, że albo się łajba podnosi albo opada wzdłuż oślizgłej (stad nazwa śluz) ściany.
Najciekawsza była winda, która podniosła i wodę, i łódki w niej, na 40 metrów.

Potem 7go lipca przyjechali nowi Gasci i wytrzymali w kanałach jako tako, ale na RENIE, rany boskie… już było ciężej. Na Renie jest taki prąd, że przy najwyższych obrotach silnika poruszaliśmy się z prędkością 4 km na godzinę!
Ptaki – Chłopaki wyjaśnijcie Ptaszynom dziewczynom jaki to był prąd.
W dodatku płynęliśmy POD prąd…
Przewaliliśmy tak 100 km z gastami, którzy opuścili nas w Kolonii. Katedra w Kolonii to chyba jest świątynia dla kogoś innego niż pan Bóg. Ja tam się nie chcę wypowiadać jako ateista, ale bardziej ta katedra raczej asteroid piekielny przypomina niż kościółek.
No i już we dwoje popływaliśmy jeszcze wbrew Renowi kilka dni, aż wreszcie wniosło nas na Mozele.
Kochani, po Mozeli to z tym dyplomem reńskich flisaków pływamy z uśmiechem.
Widoki są obłędne, jak pisałam: orły bieliki, winnice i ostatnio rozchichotani Holendrzy
Biorąc pod uwagę wiek towarzystwa w porcie, zaczynam rozumieć slogan „Kultainen Satama” – chyba to coś o nas.
Dziś odpoczywamy po przeleceniu wczoraj 60 km i walimy teraz na Luxemburg. To znaczy jak Wy toto ewentualnie czytacie na pikniku, to my jesteśmy już we Francji i uprawiamy kolejne etapy życia w śluzie.

Pozdrawiamy i idziem robić zdjęcia.
Wasza Rodzinka Rudzińska

Wagnera Złoto Renu

Wagnera Złoto Renu

Siedzimy w porcie wypełnionym Holendrami, którzy śpiewają chórem Wagnera Złoto Renu.
Pająki omijają to miejsce, bo tu się rano pajęczyny ściąga z krzaków.
Są też wyżymaczki, więc uprałam wszystko z łódki, bo się nie mogłam
oprzeć wyżymaczce.
Jadłam wczoraj Purchawkę Olbrzymią, a dziś siedział mi na głowie
pasikonik zielony wielkości małego krokodylka.
Chyba się zmieniam w Babe Jage…

Marina – Stare Miasto GDAŃSK

Marina – Stare Miasto GDAŃSK

+35st w cieniu… nogi trzymamy w Motławie, a na słoneczku termometr się skończył na +60st C…

Fotki z Gdańska: Marina, ja z gastami, czyli pierwsza ekipa zaproszonych przyjaciół no i ELA na pokładzie!!!